Appendix do poprzedniej notki:

Całe szczęście w nieszczęściu polega na tym, że płk Mikołaj Przybył nie pozostawił kilkusetstronicowego manifestu - tak jak to było w przypadku Breivika...

Bo tak już dziś wiemy dlaczego prokurator się "śmiertelnie postrzelił"...

A gdyby był manifest to musielibyśmy kilka tygodni czekać na kompletną egzegezę Kublik i/lub Czuchnowskiego...

 

Uff.. Ulga!